piątek, 11 lipca 2014

torba, igielnik, poduszki

Od czego by tu zacząć? 
To może od szycia. Spodobało mi się szycie z kawałków. Skrzętnie produkuję więc kolejne rzeczy. Oprócz torby, zadania domowego, uszyłam już 3 poduszki dla dzieci, kolejne 4 bloczki czekają na swój czas - bloczki zszyte, też będą z nich poduszki. Tym razem dla dziewczynek.

Poza tym wymyśliłam sobie z siostrą szycie rzeczy dla geeków. Poduszka w kształcie kości do gry? Ale nie popularny sześcian czyli d6, tylko np. d20? Własnie sobie rozpracowuję wzór, a jako wprawkę, z darowanych tkanin uszyłam sobie igielnik d4. D4 czyli dice 4 - kość o czterech polach. Użyłam do tego trójkątów równoramiennych, o długości boku 10 cm. Wykreślanie go za pomocą ekierki to była zabawa. Cyrkiel, zapamiętać!, kupić cyrkiel!





Wracając do poduszek. Pierwsza z nich powędrowała do synka koleżanki do CZD. Synek leżał na tym słynnym oddziale neurologii, gdzie mama mogła pod drzwiami siedzieć. Jak dla mnie jakaś trauma i masakra. Gdy sobie pomyślę, że moje dziecko miałoby podejrzenie nowotworu mózgu, a ja nie mogłabym go tulić w nocy, gdy się przebudzi... nie, masakra jakaś.
Koleżankę znam z forum dzieciowego, ma synka w wieku mojego Filipka [roczniak]. Razem z resztą koleżanek zrobiłyśmy im niespodziankę. Podusia powędrowała więc najpierw do innej koleżanki w Warszawie, by potem niespodziewanie pojawić się na oddziale. :D
Nie wiem już dokładnie, dzień po, czy dwa dni później koleżanka dowiedziała się że guz nie jest złośliwy, mały dostanie lekką chemię a za rok operacja wycięca. Szkoda tylko, że nie da się całości usunąć, bo zajął nerw wzrokowy i mały straciłby wzrok. Ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że nie jest złośliwy i nie zagraża życiu chłopczyka.






Kolejne dwie poduszki powędrowały do mojego chrześniaka i jego malutkiego braciszka. Niebieskie tło jest to samo, tylko że pierwszej podusi zdjęcie zrobiłam w dzień, a drugiej telefonem i w nocy, jak ją skończyłam. A następnego dnia oddałam je. Jedna tył ma w świnki, a druga niebieski.




W związku z nowym hobby przeżyłam małe załamanie nerwowe. Weszłam do sklepu, by pokupować ładne tkaniny dzieciece. Sklep dobrze zaopatrzony, wzorów do wyboru i koloru. Dokonałam selekcji wzorów, które ewentualnie dałyby radę. 100! Sto różnych tkanin!
Potem zaczęłam je przenosić do koszyka, usuwać zbyt podobne wzory itp. Przy 11 tkaninach w koszyku suma zakupów wyniosła ponad 300 zł. Wyłączyłam przeglądarkę.
Dlatego teraz próbuję się zaprzyjaźnić z cottonbee. Tam na różnych materiałach można sobie wydrukować co się chce. Wymyśliłam poduszkę dla Artura z motywami z jednej z jego ulubionych gier. Tylko jak zachecić mojego szanownego męża by raczył opracować te pliki?

Aaaaa, torby jeszcze nie prezentowałam. Uszyłam torbę z bloczku warsztatowego. Tym samym melduję wykonanie zadń nr 1 i 3 ;)






4 komentarze:

  1. Torba wyszła Super :) Widzę, że wkręciłaś się w szycie z kawałków na maksa, wszystkie uszytki bardzo mi się podobają :) Jestem ciekawa tych wzorów z cottonbee ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. dzięki bardzo!

    to fajniejsze niż szycie ubrań i nie trzeba mieć takich metraży materiałów, by zrobić coś fajnego :D
    o wzorach z cottonbee będzie cała historia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ się napracowałaś przy tym wszystkim! Czekam jak Ci pójdzie z cottonbee - jestem ogromnie ciekawa.

    OdpowiedzUsuń