wtorek, 29 lipca 2014

"psierwa"

Sto lat temu, gdy byłam nastolatką, to na promenadzie w Świnoujściu grywał sobie taki amrykański zespół "Flap House Vag", skakałyśmy z kumpelą przy ich muzyce, a gdy się zmęczyli, basista zapowiadał "psierwę". Teraz ja mam psierwę, przymusową. Ceramiczne noże zaskakująco gładko wchodzą w palce, wskazujące. Rozcięcie mam prawie jak do patchworka, dwa ramiona trójkąta, jedno o długości 1 cm, drugie ma 1,5. Oszczędzę zdjęć ;)
Ponieważ z takim czymś ciężko robić na drutach, szyć [nie chcę zababrać tkanin krwią] i malować [gdy przyciskam pędzel to mi cieknie] to mam przerwę na nadrabianie bloga.
Z cyklu nie samym szyciem, powstały jeszcze mitenki dla siostry.
Tym razem inna włóczka, także batikowa, ale jakoś tak fajniej barwiona, że te mitenki wyszły podobne, a nie jak w przypadku poprzednich kompletnie różne.
Robione na okrągło, jedynie kciuk doszywany w górnej części.



2 komentarze:

  1. Fajne barwienie, to prawda :-) Widzę że przygotowania na jesień już w trakcie? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. tak jesień i zima - chłopakom już półgolfy porobiłam, sobie zaczęłam komin, lato to taki fajny czas na robienie kolekcji zimowych, tylko szkoda, że wszystkim się przypomina w listopadzie, że trzeba czapkę i szalik kupić ;)

    OdpowiedzUsuń