wtorek, 29 kwietnia 2014

to nie jest tak, że nie szyję

Owszem, szyję. Głównie ceruję rajstopki, skarpetki i przyszywam guziki. Bo jak to mówią, jak nie urok, to przemarsz wojsk radzieckich. 
Jak nie Filip, który ma chyba jakieś lęki separacyjne i po tym jak w wieku ośmiu miesięcy zrezygnował ze smoka, przerzucił się całkowicie na moje piersi. Wygląda to niestety tak, że wieczorem, gdy już zaśnie, mam dla siebie jakieś góra 40 minut. Potem jest jęk i trzeba lecieć do dziecka, tak na pół godziny. On nie je, on się przytula, ciumknie dwa razy i śpi. Ale nie da się absolutnie wyjść, bo gdy tylko poczuje, że "przytulanka" ucieka, jak taki mały szczeniaczek z zamkniętymi oczami szuka, szuka aż znajdzie, bo gdy nie znajdzie to jest wycie.
Dużo łatwiej jest zająć się drutami, bo nie trzeba rozkładać trzydziestokilowej maszyny do szycia, nie trzeba jej składać. Ech, czasy gdy Filip spał w wózku, a maszyna trzy dni stała w salonie minęły. Filip raczkuje, wstaje, chodzi przy meblach, a że krew nie woda [dziadek - elektryk, drugi - mechanik maszyn do szycia] to ulubiony kierunek przemieszczania jest w kierunku kabli. Maszyna nie postoi.
Więc jak nie Filip to uraz oka. Rok temu Artur chciał się przytulić, kucnęłam, machnął ręką, paznokciem po oku. Erozja rogówki. 3 tygodnie temu raczyła się odnowić. Piekielny ból, szukanie szpitala [bo bylismy na weekendowym wyjeździe], stówka na krople do oczu. Dwa tygodnie później informacja, że jest ok, że oko się wyleczyło, ale że mam się nastawiać że będzie się odnawiać, bo takie rzeczy leczy się latami. Dwa tygodnie nie dziergałam, nie szyłam - odwyk.


Ale od czasu do czasu coś się udaje uszyć. Na przykład wczoraj udało mi się uszyć takie maleństwo - osłonkę na pas w samochodzie.
Arturowi zmieniliśmy fotelik i niestety pas dotyka szyi, ja mam podobny problem u siebie. Uszyłam mu osłonkę. Niebieskie minky, tasiemka w angry birds, trzydziestoletni ręcznik na wypełnienie ;) , bawełna pod spodem i rzep do zapinania.




Oczywiście, część już szyłam na mega wścieku, po piątym spacerze do sypialni. Ile powinno zająć zszycie kawałka materiału, przepikowanie kilku linii i doszycie tasiemki. Na pewno nie cztery godziny.
W planach mam szycie spodni dresowych dla Artura, dla siebie bluzy i szczerze mówiąc kiepsko to widzę.

1 komentarz:

  1. Znaaaam ;) Trzymam mocno kciuki :D Filip Spiiiiij!

    OdpowiedzUsuń