środa, 21 sierpnia 2013

łucznik 466

Prawie dwa miesiące temu zaczęłam naukę szycia razem z Letnią Akademią Szycia. Modułowy sytstem nauki bardzo mi odpowiada, dwa tygodnie na wykonanie zadania to sporo czasu. Do tej pory zaliczyłam trzy etapy, w tym tygodniu muszę zaliczyć czwarty [zostało mi zrobienie zdjęcia i wysłanie].
Dwa miesiace temu maszynę widywałam u mamy. Bo "zabawkowej" szyjącej, którą kiedyś miałam nie liczę. Na niej zaczynałam moją naukę - u mamy przy kawce uszyłam torbę lnianą i poduszkę. Stary, dobry Łucznik 466. Miał zepsuty pedał, to znaczy po wciśnięciu pedała maszyna szyła na maksymalnej prędkości. Opowiedziałam to teściowi, zaczął się śmiać. No jasne, nowicjuszka i narzeka na za szybką maszynę. Mój mąż wziął mnie w obronę i tłumaczy tacie, że wygląda jakby pedał działał w systemie 0/1 - albo wyłączony albo na maksa obroty. Teściu pojechał do mojej mamy, zabrał pedał do siebie i po kilku dniach przywiózł z powrotem - naprawiony. Stwierdził że tak zajechanego to chyba w swojej karierze nie widział. Aaa, nie wspomniałam, że mój teść naprawia zawodowo maszyny do szycia?
Oczywiście szycie poduszki na tej maszynie było o niebo zabawniejsze, niż szycie torby.
Spytałam teścia, czy nie miałby pożyczyć jakiejś maszyny, bo jednak dopinanie grafiku z mamą i niemowlęciem, by uszyć kolejne rzeczy było kłopotliwe. No i tym sposobem trafił do mnie .... Łucznik 466, bez podstawki, ale szyjący. Na nim uszyłam kosmetyczkę. Szło fajnie, tylko starszy synek lubi bawić się pokrętłami, zanim doszłam do tego  że przestawił mi pokrętło napinające nić to troszkę się naprułam. 
Tydzień temu przyjechała do moich rodziców ciocia, najmłodsza siostra mojej babci. Mama pochwaliła się, że zaczęłam szyć. Ciocia przyjechała do Szczecina na operację oczu. Gdy usłyszała "njusa" od mamy, powiedziała "a ja mam starą maszynę, już nei będę szyć, to oddam Oli". Wczoraj rodzice odwieźli ciocię i przywieźli mi maszynę... Łucznik 466 
Mam już swoją maszynę, ciężką jak diabli.  Waży chyba z 20 kg, zrobiona z jakiegoś żeliwa czy czegoś takiego. Ale działa już ze 30 lat i pewnie będzie działać kolejne.
Jest jeszcze jedna maszyna w rodzinie, na którą sobie ostrzę zęby, oldskulowy, dezajnerski singer na napęd nożny. Babcia nie chce mi jej jeszcze oddać, bo czasem sama coś uszyje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz