niedziela, 25 sierpnia 2013

III sierpniowe spotkania z historią

Planowaliśmy wypad do Bań już od jakiegoś czasu. Założenie było takie, że mąż pojedzie w piątek, ja przyjadę w sobotę z dziećmi, w sobotę wrócę do domu, a mąż wróci w niedzielę.
W czwartek wieczorem okazało się, że kolega, który organizował tę imprezę zorganizował też nocleg, tak że mogłam z dziećmi spać u pani dyrektorki lokalnej biblioteki.
Chętnie z tego skorzystaliśmy i w piątek wcześniej odebraliśmy Artura z przedszkola i wyruszyliśmy. 
Na szczęście było blisko i po ok. godzinie byliśmy na miejscu. 
Miejsce bardzo urokliwe, plac na którym było obozowisko był słoneczny (momentami za bardzo), ale też kilka drzew i krzaków na środku dawało nam trochę cienia.
Arturowi wszystko bardzo się podobało, a zwłaszcza miecze. Nasz uparciuch zaliczył małe skaleczenie. Gdy tata zabierał mu ostry miecz, postanowił go nie oddawać i chwycił za ostrze. Pierwsza krew została przelana. 
Niestety niewiele go to nauczyło, bo gdy wyżebrał u nas kupno łuku, dostał również tępą strzałę. Z pomocą taty naciągnął łuk, wypuścił strzałę i stwierdził, że teraz chce taką z kolcem.
Oczywiście nie dostał. 
Najlepszą atrakcją oczywiście były inne dzieci z bronią. Miecze, tarcze i mnóstwo zabawy.
Ja podglądałam ubrania dzieci, ponieważ postanowiłam w przyszłym roku uszykować obu moim małym rycerzom odpowiednie stroje. W tym roku nawet nie wzięłam  swojej sukni, ponieważ w piątek, gdy się pakowaliśmy, obudziłam się, że moja suknia ma sznurowanie z tyłu, a to oznacza brak możliwości karmienia. 
Za to absolutnym hitem była para, która posiadała uszyte historyczne nosidło dla dziecka.
Poniżej kilka fotek z imprezy.
 











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz