piątek, 30 sierpnia 2013

i koniec

Ok. 10 tygodni temu zaczynałam naukę z Letnią Akademią Szycia. Zaliczyłam wzloty i upadki ;) a kulminacją jest ta oto spódnica.
Uszyta z batystu. Nie chciałam psuć wzoru, więc nie zrobiłam jej krótkiej tylko wykorzystałam prawie całą długość materiału, obcinając górny kawałek.
Kontrafałdy plus gumka w środku i jest letnia spódnica.
Mój pierwszy uszyty ciuch!
Jest duma. Zaczynałam gdy Filip miał miesiąc, kończę gdy ma 3,5 miesiąca. Kochane dziecko pozwoliło mamie popracować.

No i dopisało mi szczęście nowicjuszki, z tyłu zupełnie przypadkiem wzór mi się ładnie złożył - prawie nie widać miejsca łączenia. :D

przód
tył

lewa strona

prawa strona

niedziela, 25 sierpnia 2013

III sierpniowe spotkania z historią

Planowaliśmy wypad do Bań już od jakiegoś czasu. Założenie było takie, że mąż pojedzie w piątek, ja przyjadę w sobotę z dziećmi, w sobotę wrócę do domu, a mąż wróci w niedzielę.
W czwartek wieczorem okazało się, że kolega, który organizował tę imprezę zorganizował też nocleg, tak że mogłam z dziećmi spać u pani dyrektorki lokalnej biblioteki.
Chętnie z tego skorzystaliśmy i w piątek wcześniej odebraliśmy Artura z przedszkola i wyruszyliśmy. 
Na szczęście było blisko i po ok. godzinie byliśmy na miejscu. 
Miejsce bardzo urokliwe, plac na którym było obozowisko był słoneczny (momentami za bardzo), ale też kilka drzew i krzaków na środku dawało nam trochę cienia.
Arturowi wszystko bardzo się podobało, a zwłaszcza miecze. Nasz uparciuch zaliczył małe skaleczenie. Gdy tata zabierał mu ostry miecz, postanowił go nie oddawać i chwycił za ostrze. Pierwsza krew została przelana. 
Niestety niewiele go to nauczyło, bo gdy wyżebrał u nas kupno łuku, dostał również tępą strzałę. Z pomocą taty naciągnął łuk, wypuścił strzałę i stwierdził, że teraz chce taką z kolcem.
Oczywiście nie dostał. 
Najlepszą atrakcją oczywiście były inne dzieci z bronią. Miecze, tarcze i mnóstwo zabawy.
Ja podglądałam ubrania dzieci, ponieważ postanowiłam w przyszłym roku uszykować obu moim małym rycerzom odpowiednie stroje. W tym roku nawet nie wzięłam  swojej sukni, ponieważ w piątek, gdy się pakowaliśmy, obudziłam się, że moja suknia ma sznurowanie z tyłu, a to oznacza brak możliwości karmienia. 
Za to absolutnym hitem była para, która posiadała uszyte historyczne nosidło dla dziecka.
Poniżej kilka fotek z imprezy.
 











czwartek, 22 sierpnia 2013

Letnia Akademia Szycia

Już pisałam, że zaczęłam się uczyć szycia z Letnią Akademią. Bardzo mi się podoba ta inicjatywa. Jest to doskonała metoda dla młodej mamy, która czas miewa o różnych porach doby. ;)
Dla przykładu lamówkę w ostatnim zadaniu przyszywałam, gdy Filip zasypiał, ja siedziałam obok i szyłam. Poszła też wtedy pierwsza krew. Ręczne przyszycie lamówki to było wyzwanie.
A teraz kilka fotek popełnionych przeze mnie "dzieł".

Torbę uszyłam z lnu, na maszynie z zepsutym pedałem.



Poduszka wyszła mi chyba jak dotąd nalepiej. Teraz mam w planie dwie kolejne, o ile nauczę się robić aplikacje. Jedną chcę uszysć dla Artura, a drugą dla Filipa.




Kosmetyczkę szyłam na drugiej maszynie. Ech jak ja nie lubię zaokrągleń ;) wszycie zamka to jak na razie najtrudniejsze zadanie jakie było. Jakoś to ogarnęłam, dobrze, że na zdjęciach nie widać tego "jakoś". Idea posiadania własnoręcznie uszytej kosmetyczki bardzo mi się spodobała, więc gdy tylko skończyłam ją szyć uszyłam kolejną, ale tym razem wyrkój prostokątny. Jest miękka i pojemna. Uszyta z tego samego sztruksu.




Czwarte zadanie to podkładka. Rozmiar tej podkładki został narzucony, przez arkusz filcu. No i znów zaokrąglenia. Ale dałam radę.


środa, 21 sierpnia 2013

łucznik 466

Prawie dwa miesiące temu zaczęłam naukę szycia razem z Letnią Akademią Szycia. Modułowy sytstem nauki bardzo mi odpowiada, dwa tygodnie na wykonanie zadania to sporo czasu. Do tej pory zaliczyłam trzy etapy, w tym tygodniu muszę zaliczyć czwarty [zostało mi zrobienie zdjęcia i wysłanie].
Dwa miesiace temu maszynę widywałam u mamy. Bo "zabawkowej" szyjącej, którą kiedyś miałam nie liczę. Na niej zaczynałam moją naukę - u mamy przy kawce uszyłam torbę lnianą i poduszkę. Stary, dobry Łucznik 466. Miał zepsuty pedał, to znaczy po wciśnięciu pedała maszyna szyła na maksymalnej prędkości. Opowiedziałam to teściowi, zaczął się śmiać. No jasne, nowicjuszka i narzeka na za szybką maszynę. Mój mąż wziął mnie w obronę i tłumaczy tacie, że wygląda jakby pedał działał w systemie 0/1 - albo wyłączony albo na maksa obroty. Teściu pojechał do mojej mamy, zabrał pedał do siebie i po kilku dniach przywiózł z powrotem - naprawiony. Stwierdził że tak zajechanego to chyba w swojej karierze nie widział. Aaa, nie wspomniałam, że mój teść naprawia zawodowo maszyny do szycia?
Oczywiście szycie poduszki na tej maszynie było o niebo zabawniejsze, niż szycie torby.
Spytałam teścia, czy nie miałby pożyczyć jakiejś maszyny, bo jednak dopinanie grafiku z mamą i niemowlęciem, by uszyć kolejne rzeczy było kłopotliwe. No i tym sposobem trafił do mnie .... Łucznik 466, bez podstawki, ale szyjący. Na nim uszyłam kosmetyczkę. Szło fajnie, tylko starszy synek lubi bawić się pokrętłami, zanim doszłam do tego  że przestawił mi pokrętło napinające nić to troszkę się naprułam. 
Tydzień temu przyjechała do moich rodziców ciocia, najmłodsza siostra mojej babci. Mama pochwaliła się, że zaczęłam szyć. Ciocia przyjechała do Szczecina na operację oczu. Gdy usłyszała "njusa" od mamy, powiedziała "a ja mam starą maszynę, już nei będę szyć, to oddam Oli". Wczoraj rodzice odwieźli ciocię i przywieźli mi maszynę... Łucznik 466 
Mam już swoją maszynę, ciężką jak diabli.  Waży chyba z 20 kg, zrobiona z jakiegoś żeliwa czy czegoś takiego. Ale działa już ze 30 lat i pewnie będzie działać kolejne.
Jest jeszcze jedna maszyna w rodzinie, na którą sobie ostrzę zęby, oldskulowy, dezajnerski singer na napęd nożny. Babcia nie chce mi jej jeszcze oddać, bo czasem sama coś uszyje.

wtorek, 20 sierpnia 2013

druty

Od czego rozpocząć przygodę z dziewiarstwem?
Oczywiście od zakupów ;)

Pewnie wiele osób, które trafią na tego posta ma za sobą jakieś próby robienia czegokolwiek na drutach. Pewnie równie udane, co moje początki, niby najprostsza sprawa szalik. Zawsze wychodził w kształcie trapezu.
Moim zdaniem tajemnica szalika w kształcie trapezu polega nie tylko na tym, że na początku oczka wychodzą raz mniejsze raz większe, przede wszystkim problemem jest rozmiar drutów niedobrany do grubości włóczki.

Zasada jest prosta, do grubej włóczki potrzebujemy grubych drutów, do cienkiej cienkich.
Pomijając oczywiście celowe eksperymenty. 
Są dwa systemy (a może więcej?) oznaczeń grubości drutów - amerykański (nie wiem na czym oparty) i metryczny.
U nas oczywiście bardziej popularny jest metryczny. Grubości standardowych drutów zaczynają się od 1,75 mm a kończą na 25 mm, ale można także dostać druty o grubości od 0,5 mm
Sama najczęściej używam 3,5; 4,5 i 9. Dziewiątki są doskonałe do robienia grubych dzianin zimowych w stylu komina. 
Drugą istotną sprawą jest to czy wybierzemy druty proste czy z żyłką. Proste pozwalają jedynie na zrobienie dzianin które trzeba zszywać. Druty z żyłką pozwalają nam zrobić dowolną dzianinę - albo taką do zszycia albo robioną na około. Przydatna tu jest technika magic loop (tutoriale do obejrzenia na youtubie), która pozwala zrobić dosłownie wszystko. Ja preferuję druty na żyłce. Istotne przy wyborze drutów z żyłką jest ustalenie odpowiedniej długości żyłki i tu uwaga: producenci podają długość żyłki z drutami, więc np długość 40 cm to w rzeczywistości ok 23 cm żyłki, reszta to druty i mocowanie.
Osobną kategorią są druty pończosznicze, które występują w zestawach po 5 i robi się na nich skarpety. Druty na żyłce świetnie nam zastąpią druty pończosznicze, druty do skarpet nie zastąpią nam tych na żyłce.
Żyłka ma jeszcze jedną zaletę - robótka z takich drutów nie spadnie.
Należy też wybrać materiał z którego zrobione są druty - sama używam bambusowych niemieckiej firmy addi oraz drewnianych, lakierowanych firmy KnitPro. Poza tym można spotkać druty metalowe, karbonowe, z akrylu itd. Materiał raczej nie ma wpływu na dzianinę, jedynie na komfort pracy i wybierając zasadniczo trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co się lubi?
Druty proste występują również w kilku długościach.
Druty odpowiedniej grubości to baza. Do tego dochodzą przydatne gadżety.


Drewniane druty KnitPro, rozmiar 9, długość 80 i bambusowe Addi, rozmiar 3,5, długość 40
Metalowe druty proste
 
Druty pończosznicze KnitPro, drewniane, rozmiar 3,5

Markery - są to np. plastikowe niezamknięte oczka, którymi zaznaczamy np początek wzoru, albo jakieś inne charakterystyczne miejsce na robótce. Łatwo je później usunąć.


Druty do warkoczy - są to krótkie druty pomocnicze, które pozwalają na łatwe robienie wzorów warkoczowych. Też występują w różnych grubościach, oraz różnych kształtach.

Od lewej druty do warkoczy z Lidla 5 i 6, drewniane firmy KnitPro 5,5; 4 i 3,25

Szydełko - przydatne do zamykania robótki, oraz wplatania nitek w dzianinę. Szydełka także są wykonane z różnych materiałów, oraz różnych grubości.

Od lewej: bambusowe szydełko Addi, drewniane KnitPro i metalowe

Nożyczki - to chyba jasne

Miarka do próbek i grubości drutów - przed rozpoczęciem robótki należy wykonać próbkę. Istotne jest to np przy swetrach, gdzie wyrabiamy wycięcia na wszyscie rękawa (żeby np dziura na rękaw nie wyszła za mała lub za duża). Producent włóczki zazwyczaj podaje ile oczek i ile rzędów daje nam próbkę wielkości 10cm x10 cm. Jednak każdy nieco inaczej pracuje i czasem dana ilość oczek da nam próbkę mniejszą a czasem większą. Wtedy trzeba zmienić rozmiar drutów, aż do uzyskania próbki, która przy danych oczkach i rzędach będzie miała te 10 na 10. 
Niektóre druty mają wybite lub nadrukowane rozmiary, ale to może się z czasem zatrzeć, dlatego warto mieć miarkę. Ja mam taką 2in1 - wycięcie wewnątrz daje kwadrat 10 na 10, a na zewnątrz otworki pokazują grubości drutów. 

Miarka próbek i drutów

Jak dobrać grubość drutów do włóczki - to akurat proste - każdy producent na swoich włóczkach umieszcza informacje jakie druty się nadają do danej włóczki. Potem po zrobieniu próbki ewentualnie zwiększamy lub zmniejszamy grubość drutów.


Aaaaa! Zapomniałam! Igła dziewiarska. Jeszcze jeden przydatny gadżet. W odróżnieniu od innych igieł jest tępa. Służy do zszywania dzianiny. Zapomniałam bo sama praktycznie nie używam.
Igły dziewiarskie


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

stłuczka szklana

Kolejną dziedziną, którą chętnie się zajmuje jest grawerowanie w szkle.Jest to praca precyzyjna i jednocześnie nie ma mowy o popełnianiu błędów. Mam jedną szansę na wykonanie napisu, gdyż pomyłka oznacza zazwyczaj konieczność wyrzucenia słoika czy butelki. Raczej nie ma możliwości poprawy.
Powstają przedmioty niepowtarzalne i świetnie nadające się, moim zdaniem, na bardzo osobisty prezent. 
Poniżej kilka zdjęć, słoiki wykonane na zamówienie z USA oraz butelka w kształcie serca jako część prezentu ślubnego.
Szkło ma jedną wielką wadę - cieżko jest je sfotografować. Każdy, kto sprzedaje rękodzieło przez internet, wie, że kluczem do sukcesu i zadowalającej ceny jest dobre zdjęcie. To jest duże wyzwanie dla mnie, by te zdjęcia jako tako wyglądały, a efekt i tak zazyczaj nie powala.





prostota

Lubię, gdy jest prosto, minimalistycznie. Takie są moje getry dla dzieci. Tworzone techniką Magic Loop na drutach z żyłką firmy KnitPro, rozmiar 3,5 o długości 80 cm. 
Do ich tworzenia używam włóczki Baby Merino Superwash, firmy Garnstudio Drops. Podstawowy wzór to zwykły ściągacz, ozdobą jest tu wzór warkocza z 6 oczek. 



niedziela, 18 sierpnia 2013

puzzle

Ostatnio w sklepie z materiałami do biżuterii znalazłam "koralik" w kształcie puzzla.
Połączyłam go z neonowym sznurkiem w kolorze pomarańczowym i wyszła taka bransoletka.
Druga jest różowa, również neonowa. 



.


dlaczego rękodzieło

Wszystko zaczęło się od zmęczenia pracą za biurkiem... nie, tak naprawdę wszystko zaczęło się pewnie przed moim urodzeniem. Dawno, dawno temu, gdy na półkach w sklepach był ocet i musztarda, każdy radził sobie jak mu się udawało.
Babcia po wojnie poszła na naukę do krawca. I tak zaczęło się szycie [choć pewnie prababcia też szyć potrafiła].
Na drutach robiły chyba wszystkie kobiety w rodzinie - mniej lub bardziej sprawnie, ale pamiętam getry, pelerynki i inne dzieła z kiepskiej jakości włóczki [innej nie było].
Teraz zbieram po rodzinie stare książki i broszurki dotyczące dziergania, wszystkie wzory zaczynają się od zdania "weź 50g/100g/150g.... anilany".
Siostra dziadka robiła makramy, paski, ozdoby na ścianę itd.
Haftowanie, szydełko, gdy myślę o kolejnych dziedzinach tworzenia przychodzą mi na myśl kobiety w mojej rodzinie, które to robiły. 
Od dziecka więc, tworzenie przewijało się przez moje życie. Daremne próby nauczenia mnie czegokolwiek połączone z moim słomianym zapałem owocowały różnymi "dziełami".  A to trapezowe szaliki dla lalek, a to niedokończone haftowane serwetki. Jako dziecko dostałam maszynę do szycia. Moją ulubioną "gazetką" była "Mała mama szyje sama" z wykrojmi dla lalek.
Potem była przerwa, mniej więcej do liceum. Wtedy nastała moda na hippisowskie ozdoby. Własnoręcznie zrobione korale z pestek arbuza. Farbowane, batikowe koszulki. Znów coś tworzyłam.
A potem wciągnęło mnie dorosłe życie - studia, praca. Biurko i komputer. I tak w kółko.
Zmęczona rutyną, nie wiem co mnie natchnęło - druty. Spróbowałam i mnie wciągnęło. Okazało się, że nawet całkiem nieźle mi to wychodzi. Jakiś czas później mąż przyniósł do domu dremela, pożyczonego od kolegi - chciał sobie sam pograwerować, ja spróbowałam i mnie wciągnęło.
Potem przypomniałam sobie o makramach.Zaczęłam robić bransoletki. Dzięki siostrze, która zajmuje się tworzeniem oryginalnej biżuterii łączę makramy z elementami biżuteryjnymi.Obie korzystamy także z zestawów do emaliowania.
Teraz uczę się szycia, w planach mam szydełko, decoupage i co tam się nawinie.
Sprawia mi dużo radości tworzenie różnych rzeczy, chciałabym móc już tylko to robić, by nie było konieczności powrotu za biurko i do komputera.
Dlatego otworzyłam trzy sklepy na etsy. Na razie głównie tam można pooglądać [i kupić ;)] moje dzieła.
Poniżej linki do nich.


Makramy i emalia:


Dzianiny:


Szkło: